Dzisiejszy mecz na Jantorze należał do gatunku tych, w których bardziej niż rezultat zapamięta się pracę sędziów. – Na ile sił starczyło próbowaliśmy dotrzymać kroku rywalom. Szkoda bramek, które wpadły w osłabieniu ale jeśli gra się któryś mecz z rzędu co drugi dzień i to na czterech obrońców, zmęczenie daje znać o sobie, czego skutek widzieliśmy dziś – powiedział po meczu ranny Tomasz Wołkowicz. Naprzód gładko uległ JKH 1-7.

Bezbarwny nieco początek spotkania nie wskazywał na to, że na Jantorze przy dość skromnej publiczności będzie dziś całkiem głośno. Niestety coraz częstsze wybuchy dezaprobaty nie dotyczyły słabej postawie którejś z drużyn a raczej sędziego głównego dzisiejszych zawodów, Włodzimierza Marczuka.

Na początku 8.minuty na ławkę kar został oddelegowany Jozef Mihalik. Siedem sekund później za nieprawidłowe zagranie wysokim kijem podwójną karę mniejszą otrzymuje Gryc. Zanim ten ostatni zdążył odsiedzieć słuszny „wyrok” arbiter dopatrzył się po stronie gospodarzy niedozwolonej liczby graczy. - O wyniku zadecydowała już pierwsza tercja, dwie bramki w podwójnym osłabieniu. Pretensje w tej i nie tylko tej sytuacji można mieć do decyzji arbitra. Na pewno nie było kary przy rzekomym wyjściu na lód szóstego zawodnika. Próbowaliśmy ile sił nawiązać walkę ale po 20.minutach było praktycznie po meczu. – powiedział rozżalony Krzysztof Kulawik. - To już piąty z kolei mecz, który rozgrywamy co drugi dzień, widać coraz większe zmęczenie, chłopcy potrzebują odpoczynku, odnowy biologicznej, jednak nic nie jesteśmy w stanie zrobić bo w czwartek znowu gramy w Tychach kolejny przełożony mecz. – dodał szkoleniowiec. Trzeci gol dla jastrzębian autorstwa Arkadiusza Kąkola wpadł kiedy sygnalizowana była kolejna, tym razem dla Petriny. >>> czytaj całość